Skip to main content

Koszyk

„Bez ciała i bez pieniędzy nie możemy funkcjonować w świecie materii. Negowanie jednego bądź drugiego jest dla nas wielce szkodliwe, są to naczynia połączone. Ludzie biznesu szanują jednak pieniądze zawsze, choć nie zawsze ciało. Ciało to symbolicznie nasza podświadomość”. Dlaczego pieniądze pozostają w sferze marzeń większości ludzi i nigdy się nie materializują? Dlaczego nie potrafimy przyjmować od życia dobrych rzeczy? Jakie znaczenie miała relacja z mamą i tatą dla rozwoju naszego biznesu? Co to znaczy, że ludzie są naszym lustrzanym odbiciem? O tym Małgorzata Gąska*, BeautyMental Coach, w rozmowie z Magdaleną Koźmalą.

 

B&P: Pracujemy nad rozwojem umysłu, często nad własnym wizerunkiem, ale zapominamy dzisiaj o naszym ciele. Mamy do niego zastrzeżenia, źle się w nim czujemy. Jaki związek ma ciało z naszymi realizacjami w biznesie, spełnianiem marzeń, zarabianiem pieniędzy?

Małgorzata Gąska: Powiedziałabym, że najważniejszy, ponieważ ciało to nasz dom, pojazd, opakowanie naszej esencji, energii, całego konglomeratu wiedzy i doświadczenia, jakie zdobyliśmy w ciągu swojego życia. Dla mnie ta esencja to właśnie dusza, a ponieważ miejsce, w którym żyjemy to świat materii, więc ciało to taki „kombinezon” złożony z miliardów atomów zagęszczonej materii w postaci komórek.

Jeżeli spojrzymy na świat okiem fizyków, to zrozumiemy, że wszystko jest energią, pewną częstotliwością. To wibrujący świat, a ciało człowieka posiada w nim najwyższą częstotliwość. Częstotliwością kluczową w naszym ciele są emocje, a na emocje największy wpływ ma niestety umysł. Mówię niestety, ponieważ bardzo mocno determinuje go środowisko, w którym przychodzimy na świat. W mózgu przechowujemy każdą interpretację częstotliwości odebraną ze środowiska od czasu poczęcia (niektóre modele rozwoju osobistego mówią, że nawet kilka miesięcy przed poczęciem). Zinterpretowana przez mózg informacja zostaje przekazana do ciała i tak rozpoczyna się proces magazynowania emocji w ciele. Jeżeli wibracja tych emocji jest zgodna z wibracją ciała (a my najlepiej energetycznie funkcjonujemy w stanie radości, wdzięczności, miłości) to wtedy następuje przepływ energii, a nasze ciało wibruje zdrowiem, witalnością i naturalnym pięknem. Czyli emitujemy energię szczęścia, którą rozpoznajemy doskonale i do której wszyscy ciągniemy. Ale kiedy, na skutek trudnego początku życia, magazynujemy emocje dla nas ciężkie, traumatyczne to ciało zaczyna chorować, brak nam siły a życie jawi się jako udręka i walka z przeciwnościami losu.

Warto pamiętać, że pieniądze to też częstotliwość, wibracja. Atrybut duszy, tak jak i ciało. Bez ciała i bez pieniędzy nie możemy funkcjonować w świecie materii. Negowanie jednego bądź drugiego jest dla nas wielce szkodliwe, są to naczynia połączone. Ludzie biznesu szanują jednak pieniądze zawsze, choć nie zawsze ciało. Ciało to symbolicznie nasza podświadomość.

B&P: Powiedziałaś, że pieniądze są energią, częstotliwością? Dlaczego pozostają one w sferze marzeń większości ludzi i nigdy się nie materializują?

Na to wpływa kilka czynników. Kluczowy to przepływ w braniu – czy wolno mi brać?

Kolejny to przekonania jakie mamy względem finansów i bogactwa. Największą chyba blokadą jest zazdrość, zawiść wobec bogactwa innych. Psychika ludzka działa następująco: jeśli zazdrości się tego, co chciałoby się posiadać, to czyni się wszystko, by pozbawić to wartości. Umniejszanie kogoś lub czegoś, by złagodzić swój dyskomfort, jest równią pochyłą do biedy. Jeżeli posiada się taką skłonność, to należy ją zauważyć i przeformułować na poziomie emocji. Podświadomość nigdy nie da nam tego, co umniejsza, a jak to dostaniemy, to i tak doprowadzimy to do straty.

Pozostaje jeszcze czynnik działania. Wszystko musi przejść przez nasze ręce. To my tworzymy, produkujemy materię. Od samego leżenia na kanapie i marzenia nic się nie zmieni. Trzeba wyjść z domu, zadzwonić, wyszykować się – jednym słowem działać. Pieniądze lubią ruch.

Są jeszcze osobiste preferencje. Nie każdy chce jeździć Porsche albo Mercedesem. Są osoby, które wolą motor albo rower. Ważne, by żyć najbardziej w zgodzie ze sobą.

B&P: Jakie mamy ograniczenia w ciele, przeszkody, które uniemożliwiają nam osiąganie celu? Co nam mówi ciało, czego my nie chcemy często słyszeć?   

Całym naszym życiem rządzi prawo zgodności, które nazywane jest prawem przyciągania lub rezonansu. W skrócie – podobne przyciąga podobne. Tak dobieramy się w pary, również biznesowe, tak wybieramy styl życia, przyjaciół, miejsce, w którym mieszkamy, rzeczy, którymi się otaczamy. Nic nie dzieje się przypadkowo, choć najczęściej na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy. To wszystko do siebie przyciągamy, świadomie bądź nie, ale to prawo działa.

A kiedy działa? Kiedy pomiędzy wyobrażeniem (umysłem) a odczuciem w ciele jest zgodność. Jeżeli jest konflikt – to nic nie zadziała, a nawet jak nam się uda „przyciągnąć” to czego pragniemy, to szybko to stracimy na skutek stosunku do tego pragnienia. Może się okazać, że pragniemy pieniędzy, a w podświadomości, czyli ciele mamy negatywną emocję (przekonanie) związaną z pieniędzmi, i wtedy nie mamy szans na realizację tego pragnienia. Możemy pragnąć biznesu, a w podświadomości możemy mieć lęk, że sukces zabierze nam miłość. Jeżeli uda nam się determinacją i samym umysłem to wykreować, to pieniądze lub związek szybko czmychną z naszej przestrzeni.

Ciało cały czas informuje nas o każdym zapisie emocjonalnym (o braku zgodności), najpierw subtelnie, a jak nie słuchamy to sięga po coraz drastyczniejsze metody, np. choroby, wypadki czy straty. Ciało można doskonale przyrównać do nawigacji, która prowadzi nas przez życie. Emocje są GPS’em. Każdy z nas jest wyposażony w strukturę emocji, która go prowadzi w życiu, natomiast większość z nas nie ma wiedzy jak z niej korzystać.

B&P: A jaki jest związek między naszym obecnym życiem prywatnym i zawodowym a naszym dzieciństwem? 

Obecnie poszerzamy świadomość globalnie, jednak wciąż nie jest to wiedza dla każdego łatwa i przyswajalna. Wywołuje spory opór struktury biologicznej mózgu, dla której każda zmiana to ogromny wysiłek energetyczny. Dla umysłu prościej jest używać już znajomych, utrwalonych ścieżek neuronalnych. To są właśnie utrwalone przekonania, które są niczym innym jak przejętymi opiniami, wnioskami, czyli interpretacją rzeczywistości naszych rodziców, bliskich i środowiska, gdzie dorastaliśmy. Jeżeli świadomie nie wyjdziemy z tego „rodzinnego kokonu”, który nazywamy strefą komfortu, to do końca życia możemy żyć na granicy swoich możliwości, życiem, którego nie znosimy. Wspaniale jest, kiedy kokon jest dla nas bezpieczny, przyjazny, wspierający, ale to często nasze pobożne życzenie.

Dziś bardzo duży nacisk kładziemy na dobra materialne, które bez cienia wątpliwości wspomagają nasz rozwój, ale równolegle dla rozwoju człowieka niezbędna jest miłość. Najpierw ta od mamy i taty. Jeżeli tam powstały deficyty – a u większości z nas występują – to z pustką i brakiem idziemy w życie, usiłując uzupełnić je seksem, zakupami czy relacjami, a to jest niemożliwe. Jeżeli nie odczuwamy spełnienia, źle czujemy się w swoim ciele, pomimo starań, kompetencji, świetnych umiejętności – nie możemy pójść dalej. Warto wtedy odbyć mentalną i duchową podróż w głąb siebie. Zrobić generalny porządek w przekonaniach i uwolnić z ciała to, co jest z nim w dysharmonii. Szczególnie taką podróż zalecam każdej osobie, która ma konflikty z rodzicami lub bardzo chce być inna niż matka lub ojciec. Diamenty zawsze na początku wyglądają jak zwykłe skały. 

To otwiera nam zupełnie nowe przestrzenie, pozwala doświadczyć pełni i dopiero stamtąd wyruszamy na spotkanie z sobą i innymi. Jak powiedział Carl Gustaw Jung: „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”. 

B&P: Wspomniałaś o przepływie w braniu. Współczesna kobieta biznesu to trochę taka Zosia Samosia, która nie umie, nie chce otrzymywać od innych, brać od świata, wszystko chce robić sama. Jakim kierujemy się tutaj wzorcem i jaki to ma wpływ na nasze życie prywatne i zawodowe?

I znowu wracamy do mamy i taty. Nasze ciało to nasz magazyn zapełniany od dzieciństwa każdym uczuciem. Jeżeli było tam dużo cierpienia i demonów, to odcięła nas od niego podświadomość. To mechanizm często ratujący nam życie, zwłaszcza jeśli chodzi o traumy, nadużycia wszelkiego rodzaju. To w ciele są blokady dotyczące brania, czyli znów „deficyty”. Jeżeli nie mogliśmy od chwili poczęcia, a potem narodzin, otrzymać od matki miłości, radości czy zachwytu – a rzadko kto mógł – to nie będziemy potrafili przyjmować od życia dobrych rzeczy. Często przeszkodą w braniu są również przekopiowane wzorce relacji pomiędzy rodzicami, niejednokrotnie również niesione pokoleniowo, np. konflikt pomiędzy matką a ojcem, w wyniku którego córka w lojalności do matki podświadomie też rezygnuje z zależności od „czynnika męskiego”, bo podświadomość boi się, że powtórzy taki sam los.

B&P: Od dziecka uczy się nas kierować uwagę na innych. Pomagać, dzielić się, wyręczać, oddawać, poświęcać, odejmować sobie, zaciskać zęby, wytrzymywać, machnąć ręką, nie zwracać uwagi, nie czuć, nie dyskutować, nie kłócić się, zamilknąć, uspokoić się. To nam pokazuje, że inni są zawsze ważniejsi niż my sami. Jaki to ma wpływ na nasze poczucie wartości, pewności siebie i relacje?

Przeogromny. Umysł to struktura, która zwłaszcza w pierwszych latach życia błyskawicznie się uczy. Szybkość powstawania nowych ścieżek neuronalnych jest najszybsza w trzech pierwszych latach dziecka. To z tego okresu jest najwięcej nieuświadomionych wzorców, choć proces tłumienia emocji zachodzi cały czas, dopóki nie nauczymy się integrować emocji bez lokowania ich w ciało. Cały nasz model wychowawczy, którego podstawą niestety jest religia, czyli twór ludzki, opiera się na lokowaniu naszej uwagi, czyli energii na zewnątrz nas. Patrzenia na innych i skupiania się na nich.

To tworzy w nas nawyk ciągłego spoglądania na taflę zwierciadła (czyli innych ludzi), a jak wiemy z doświadczenia stania przed lustrem, jeżeli chcemy zmienić odbicie, to musi się zmienić obiekt stojący przed lustrem (czyli nas samych). Tafla lustra uśmiechnie się do nas, kiedy my wyemitujemy uśmiech. Nikt nas tego nie uczy, to wiedza, którą musimy w dorosłym życiu zdobywać na własną rękę, często błądząc w arkanach różnych modeli rozwoju osobistego. Tak popularna już dzisiaj nauka uważności, czyli mindfulness, to nic innego jak kierowanie uwagi do siebie, w swoje ciało. Ja opracowałam proces bodyLOVING, ale technik koncentracji na sobie samym, na emocjach i ciele jest ogrom. Każdy znajdzie coś, co mu odpowiada. Formy są różne, ale idea jedna. Nauczyć umysł być z powrotem w swoim ciele. Tak proste i tak trudne. Trzeba wyrobić nowy nawyk. Niestety najczęściej funkcjonujemy w trybie autopilota, a współczesny świat kusi nas i odciąga od nas samych, wszystkim czym się da.

Skutki niebycia obecnym w ciele są trudne, najczęściej okupione wieloma przykrymi doznaniami, ponieważ najwięcej energii pochłania nam niewiedza. Ona powstaje z chaosu emocjonalnego, rozproszenia i ciągłego skupiania się na tafli lustra, zamiast na obiekcie przed nim. Kiedy umysł nie wie, brakuje mu danych, wtedy odczuwamy stres. Ciało źle wtedy pracuje, brakuje nam siły, miotamy się. Jasność pojawia się wtedy, kiedy umysł integruje się z duszą i ciałem i wszystkie te trzy części działają wspólnie. Będąc w harmonii mamy z automatu dostęp do wyższego umysłu, a tam czeka na nas twórczość, pomysły, wiedza, spokój czyli samo dobro, którego tak pragniemy. Wtedy dzieje się to samo, czyli bezwysiłkowo. Płyniemy z nurtem życia. To jest warte całego wysiłku zmiany.

B&P: Co to znaczy, że rzeczywistość, ludzie wokół są naszym lustrem, naszym odbiciem?

To wiedza, która bardzo ułatwia życie. Jednak musimy się na to otworzyć, chcieć się temu trochę przyjrzeć, bo przecież ego, które wciąż ukrywa swoje „wady” i „niedoskonałości” nie może tak od razu przyjąć, że to co nas denerwuje i drażni w innych to nasz aspekt. Ale tak właśnie to się odbywa. Nic nas tak bardzo nie boli, jak rozpadające się z hukiem iluzje. To co widzimy w innych i otaczającym świecie to nasze uwarunkowanie umysłu, przekonania na temat nas samych. Jeżeli wciąż spotykamy niefajnych dla nas ludzi i przykre okoliczności, to jedynym rozwiązaniem jest poszukanie tego przekonania, zapisu, „demona” w swojej strukturze mentalno-emocjonalnej i uwolnienie go z ciała. Dlatego żartobliwie często nazywam siebie „łowcą demonów”, bo wiem, że to tylko projekcje naszego umysłu. Realne w odczuwaniu. Kiedy te iluzje się rozpadną, wtedy tworzy się w nas prawdziwa przestrzeń. To mistyczne wręcz odczucie. I ogrom wolnej energii do zagospodarowania.

B&P: Kapitał wdzięczności to podobno jedyny kapitał jakiego potrzebujemy, aby osiągnąć sukces na każdym polu, bo myśli są energią, i to co wysyłamy w świat – to dokładnie się materializuje. Zgadzasz się z tym?

Całą swoją istotą. Zresztą to podstawa procesu bodyLOVING. Trudno nam jest pokochać siebie, ponieważ umysł pod słowem „miłość” ma podczepiony ogrom wyobrażeń. Ze zdobytej przeze mnie wiedzy wiem, że wibracja wdzięczności ma taką samą częstotliwość jak miłość, więc wykorzystałam to w mojej książce do pracy ze sobą, ponieważ łatwiej jest nam dziękować, niż kochać. Szkopuł w tym, że rzadko albo wcale nie dziękujemy sobie samym, a przecież to właśnie nasza wibracja stwarza nasz świat. Dla mnie logicznym jest zadbanie w pierwszej kolejności o własną wibrację. Czyż to nie wspaniałe, że będąc wdzięcznym natychmiast nasze ciało wchodzi w odpowiednią częstotliwość, przyciągającą do nas same dobre rzeczy. Pytanie tylko, czy potrafimy wziąć to co do nas przyszło (śmiech). I znowu pojawia się kwestia brania.

B&P: „Byłam już żoną, wdową, partnerką, jestem matką, przedsiębiorcą, kobietą, ale przede wszystkim Sobą w mnogości ról, jakie odgrywam z chwili na chwilę” – to Twoje słowa. Jak dotrzeć do samej siebie, jak odnaleźć prawdziwą siebie? Jak pokochać siebie i przyciągać wszystko to, do czego mamy potencjał?

Och docieramy do siebie przez całe życie (śmiech). Może powiem tak…nie jesteśmy gotowym produktem, takim jak np. jak stół czy krzesło. Całe życie zmieniamy się pod wpływem ogromu czynników ludzkich i materialnych. Paradoksalnie jesteśmy zmianą, której tak się boimy. Nasze ciała są bardzo zmysłowe. Jesteśmy przygotowani do odczytywania wibracji z otaczającego nas świata i energii innych ludzi. Na tej podstawie wiemy, gdzie i dokąd iść. To nasza mapa. Każdy narząd i nasze zmysły, wraz ze skórą na czele, są wyspecjalizowane do odczytywania określonych częstotliwości. Psy słyszą inne dźwięki niż my, bo ich uszy są bardziej uwrażliwione, co nie oznacza, że ich nie ma. Nasze zmysły widzą i czują tylko to, co mamy w banku pamięci mózgu i komórek ciała. Od tego trzeba zacząć. Od rozpoznania jak działam a potem tylko znosić przeszkody, blokady, bo pod spodem każdy z nas jest potęgą, czystą energią źródła i mocy, jaką obecnie na powrót odzyskujemy i odkrywamy. 

B&P: Wszystko jest możliwe?

W świetle tego modelu, o którym mówię tak. Zawsze jednak liczy się droga, to słynne „tu i teraz”. Wszak jesteśmy tutaj po to, by się bawić, czerpać radość i satysfakcję z tworzenia w materii. Skuteczność jest dla każdego miarą prawdy. Liczy się spełnienie, jakość, która oczywiście dla każdego jest inna. I tego spełnienia w codzienności Państwu, Tobie i oczywiście sobie życzę najbardziej. Wtedy Dusza ma zawsze święto.

B&P: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Magdalena Koźmala

LINK DO WYWIADU

 

 

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments